Tluscioszka
Tluscioszka.blog.interia.pl
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 

O mnie:

Waga:
62 kg
Wzrost: 172 cm
BMI:  20,96

Cel I - 60 kg
Cel II - 
58 kg
Cel III - 55 kg
Cel IV - 53 kg
Cel V -
stabilizacja ;-)

10 głównych powodów, dla których
 
powinnaś
być szczupła:
 

1. Jesteś piękniejsza.
2. Wszyscy Cię podziwiają, zazdroszczą.
3. W końcu nosisz to co "lubisz", a nie co
musisz.
4. Czujesz się lekko jak motyl.
5. Wszystko dobrze na Tobie leży.
6. Cieszysz się swoją silną wolą.
7. Wyglądasz seksownie.
8. Nie przeciskasz się, lecz zwinnie omijasz
tłok np. w autobusie nie zajmując wiele miejsca.
9. Masz większe poczucie własnej wartości.
10. Olśniewasz i onieśmielasz innych swoim
wyglądem.


Notki
Reaktywacja ;-) 2007-10-22
Beznadzieja! :P
Ważę 63 kg, ale powiem szczerzę, że długo to nie potrwa. Mam już swój sposób na dobrą dietę. Przez ostatnie kilka miesięcy nauczyłam się co robię źle, a co dobrze - nabyta w nowe doświadczenia i chętnie się nimi z wami podzielę.

1. Najważniejsza zasada - trzeba tego naprawdę mocno chcieć! Trzeba w siebie wierzyć, wierzyć, że się uda i potrafi się to zrobić.
2.  Ograniczasz spożycie kalorii do niezbędnego minimum.
3. Rozszerzasz ćwiczenia do maksimum.
 Mój osobisty regulamin, który daje potężnego kopa i motywację. Moja prawda, która pozwala wytrwać, kiedykolwiek ją sobie potwórzę:
1. Jedzenie jest obrzydliwe.
2. Nie jest nikomu w życiu potrzebne - niekonieczne.
3. Jedzenie sprawia ból (stajesz się coraz grubsza z każdym kęsem).
4. Nie jedząc - jesteś szczęśliwa.
5. Chudnąc - przypodabniasz się do (tutaj wstaw swojego idola :P mój jest ściśle tajny)
6. Choć raz w tygodniu robisz głodówkę.
7. Zanim kiedykolwiek sięgniesz do lodówki pomyśl o swoim grubym ciele conajmniej 5 razy.
8. Zanim kiedykolwiek znajdziesz się w kuchni - zastanów się czy warto.
9. Kuchnia to pokój dzienny, w którym spędzasz nie więcej niż 2 minuty i niczego (poza produktami z diety) nie wynosisz).
10. SAY NO! TO FOOD - jedzenie niszczy cię.

A teraz odwrócę kota ogonem - to są moje ciche kłamstwa, którymi karmię umysł. Im dłużej powtarzam sobie: "Jedzenie jest wstrętne, przecież one nic mi nie daje!" tym mnie jem. Naprawdę efektywny sposób na nie jedzenie. Polecam.
Jak narazie mam za sobą 4 dni diety cud:
1. Głodówka.
2. Zupa kapuściana.
3. Ranek - dużo zjadłam, ale potem już nic.
4. (dzisiejszy) 3 jabłka i 1 gruszka.

UWAGA! Widzicie ten 3 dzień! Złamałam jedną z zasad - jadłam śniadanie w kuchni. Ostrzegam  jeszcze raz i uczulam - nie jeść w kuchni, bo to zguba. Co do ćwiczeń:
Przez te 4 dni (i na dalszy plan) robię:
- 500 brzuszków dziennie (oczywiście wszystko rozkładam na 2 zestawy),
- 200 przysiadów,
- 100 sztangli,
- 4 inne napinające ciało ćwiczenia,
Dieta to przede wszystkim i tylko wyłącznie obiad składający się z zupy (oraz jak w regulaminie - conajmniej 1 dzień głodówki)
Nie ma bata! Wytrzymam do 55 kg (czyli zgubię 8) i przechodzę na nieco lżejszą dietę ze śniadaniem. Trzymajcie kciuki!
YUMMY TUMMY :)
[*] 2007-04-28
Byłam na pogrzebie. Dokładny opis miałam w notce, ale niestety przez przypadek została skasowana. 
Nie życzę nikomu takich wrażeń, jakie ja przeżyłam.

Co do diety to dzisiaj głodówka i nic więcej. Głodna jestem więc zaraz skoczę po tussipect i jakieś ziółka ;-)
Trzymajcie za mnie kciuki!!!

Jak one to robią, że mają takie smukłe ciała???
24.04.2007 rok (Wtorek) 2007-04-24
Ile jest przyjaźni w przyjaźni? Niewybaczę jej nigdy, o nie! Nie będzie już pustego śmiechu i pozornego "nie mam czasu". Straciłam bliską mi, najbliższą (bo chodzimy do tej samej klasy) przyjaciółkę. Jak ona śmie? To JA zawsze do niej biegłam ze zgodą. JA musiałam przychodzić do niej do domu. JA proponowałam jej spacery itp. A ona? Nie dość, że w dupie wszystko i woli pisać bloga, to jeszcze olewa mnie dokumentnie. Puściły mi nerwy po ostatnim razie, kiedy chciałam z nią gdzieś wyjść, a ona: "Nie mogę bo... (blabla)" i to już któryś tydzień z rzędu. Nie, nie chodzi wcale o to, że nie może, lub mnie nie lubi. Po prostu jej się nie chce ruszyć dupy dla mnie - tyle. Ma mnie za pozorną, grzeczną suczkę, która i tak i tak kiedyś wróci. Przynajmniej tak ja to teraz spostrzegłam :/. Ale nie, ja już nie dam się więcej. Najpierw w poniedziałek wypierniczyłam ją z ławki i olewałam. Na ostatniej lekcji fizyki ot chciałam pożyczyć zeszyt fizyki, bo nikt inny nie dał, a ona: "Nie wziełam". Oczywiście, że wzięła, ale mi dać nie chciała. W sumie to ja głupia wyskoczyłam i to moja wina, ale mimo wszystko chamska jest.

Dobra... wyrzuciłam wszystko z siebie, a teraz na temat.
Tydzień był przebimbany, ale jakoś nie widać przybytku masy tłuszczowej ;-). Wczoraj zaczęłam dwa "generalne tygodnie" podczas, których muszę dojść do wagi 55. A więc bilansik:
Poniedziałek:
Śniadanie: 200 kcal
Obiad: 0 kcal
Kolacja: 0 kcal
Czemu tylko tyle? Bo matka się wpieniła, jak jej powiedziałam, że jem, albo zupę, albo krokieta i powiedziała: "W takim razie nic nie jesz. I nawet nie podchodź do lodówki". Ależ proszę bardzo - wkurzyłam się i dało to odpowiednią motywację i dumę, aby nic nie zjeść. Zrobionych 700 brzuszków i 200 przysiadów.


Wtorek (czyli dziś)
Śniadanie: 100 kcal
Obiad: 1400 kcal (:P)
Kolacja: 0 kcal
Nie przejmuję się, że tak dużo, bo co za różnica? Najwyżej przez następne dni nie będę jadła śniadania i kolacji co za problem? Mam dużo silnej woli i zamiast jeść mogłabym wręcz "wcinać" książki do czytania ;-). Mogłabym nawet zrobić głodówkę, ale jakoś nie mam ochoty na kłótnie z matką i wywalanie żarcia do kosza. Dziś zrobionych tylko 200 brzuszków, ale zaraz zrobię jeszcze trochę.
Aha i mały news: przymierzałam spódniczę i nogi wydały mi się o niebo zgrabniejsze xD. Miałam taką radochę, że przymierzyłam wszystkie spódniczki, które znajdowały sie w szafie.

---------------------------------------------------------------------------
A teraz druga część notatki:
Zeszłej soboty (21.04.2007 r.) o godz. 16:00 - 17:00 zginął kolega z mojej szkoły (gimnazjum połączone z liceum) był gimnazjalistą z sąsiedniej klasy ( II b ). W tym wydarzeniu brało dużo osób: Patryk (który zginął), Adam, dwóch kolegów, morderca (17 latek) z jego dziewczyną i siostra jednego z dwóch kolegów (uczy się w podstawówce).
Wszystko zaczęło się w Auchanie. 17 latek zaczepiał Patryka i jego kolegów. Nie będę opisywała tutaj całego przebiegu (choć znam szczegóły), lecz powiem o najważniejszym. Szamotali się na przystanku. Patryk porządnie strzepał tego 17- latka mimo, że był chudszy, niższy (i w dodatku 15 lat miał). Kiedy sprawca odszedł ze zniewagą jego dziewczyna trzymała go za kurtkę, lecz on się wyrwał, wyjął  z kieszeni nóż i rzucił się w stronę Patryka. Ten zdąrzył złapać ręce z nożem, które chciały go przebić. 15 -latek zawołał: "Adam pomóż" i kolega nie zdążył O JEDEN KROK. Patryk dostał w okolicach serca myśliwski nóż, który został jeszcze kilka krotnie przekręcony. Morderca szybko ulotnił się ze swoją dziewczyną w najbliższym autobusie. Przerażeni koledzy nie wiedzieli co robić. Adam zadzwonił po pogotowie, ale oni myśleli, że robią sobie żart i nie przyjechali. Patryk przeszedł z nimi jeszcze 200 metrów pod Cerkiew, zwymiotował i upadł na brzuch. Drugi kolega rozdarł mu bluzę, ale nie wiedział co robić, zadzwonił po matkę i karetka przewiozła Patryka dopiero po 40 minutach koszmaru. Koniec. Zmarł w karetce, nie zdążyli go nawet dowieźć do szpitala. Ja do dziś nie mogę pojąć ogromu tego wydarzenia. Mimo, że znałam go z podstawówki i z gimnazjum tylko z widzenia i trochę z nim gadałam kiedyś. Ciągle mam wizję jego twarzy, miminki, śmiechu, ruchu... Jak trudno wyobrazić sobie, że Go już tu nie będzie...
Straszne...
Ufff... 2007-04-17
Dobra... jestem po szoku tych nieudanych dni i jakoś wychodzę na prostą. Nie... nie z dietą, ale z samą sobą. Z nauką mi lepiej idzie i ogólnie humorek dopisuje ;-). Nie mam czasu na ćwiczenia i jem za dwóch - co? jak tak mogę?
Zrobiłam sobie wolne od diet, bo presja odchudzania prawie wyniszczyła moją psychikę. Wolne będzie na cały ten tydzień, przynajmniej odrobię wszystkie prace domowe i kartkówki, klasówki po porawiam. A następne dwa tygodnie będą niesłychanie ciężkie. Teraźniejsze dni spędzam sobie beztrosko - jem naprawdę dużo i jakoś mnie to nie boli :P. Po prostu wiem, że będę miała siłę i wolę na te kolejne tygodnie, aby zabrać sie ostro do pracy. Od jutra postanawiam sobie zrobić przygotowania. Nie może się tym razem nie udać. Mój ojciec, który przyjeżdza w połowie maja z Anglii do Polski ma widzieć swoją śliczną, chudą córkę i być z niej dumny!

Aha i dietka na następne 2 tygodnie:

Śniadanie: 1 kromka chleba wasa z warzywami itp.itd. (200 kcal)
Obiad: małe porcje (ok. 300 kcal)
Kolacja: owoc, lub warzywko (ok.100 kcal)

Razem: 600 kcal

Ćwiczenia:
dziennie -600 brzuszków
                 200 przysiadów
                 30 min. ćwiczeń rozciągających, krztałtujących sylwetkę itd.

Przewidywane, stracone kg w  ciągu tych 2 tygodni: 8 kg
Śliiiczny brzuszek i nóżki ;-)
Było dobrze, jest źle 2007-04-14
Powiedzcie mi szczerze, czemu tak jest? Już osiągnięty cel I, wszystko idzie nadzwyczaj dobrze. Nawet z pieprzonej matmy wychowawczyni mnie pochwaliła (z przedmiotów ścisłych jestem noga - w dodatku lewa). A tu przychodzi taki żółty stworek i mówi:
- Bum! Koniec tego dobrego. Masz się nawpierdalać za wszystkie czasy.
A ja go słucham jak idiotka, jak skończona kretynka. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że jestem taka słaba. 4 tygodnie i zrzuconych 5 kg, a tu co? Znowu zaczynam wpierdalać i tak od czwartku do dziś. Psychika mi powoli siada, nawet tussi nie mogło zatrzymać mnie dzisiaj. Czuję się dziwkarsko, po prostu - JAK JA MOGŁAM ROZPIERDOLIĆ TYLE DNI CIĘŻKIEJ PRACY NAWET TYM JEDNYM JEBANYM KG????
Nie mogę na siebie patrzeć... masakra, taka szmata ze mnie.

Napiszę więcej jak mi lepiej pójdzie. Narazie szykuję się na głodówkę...
A byłam tak blisko ideału... ;(
Maj Gad... 2007-04-11
Boshhh...
Wczoraj przesadziłam z kofeiną i czułam się strasznie przymulona, innymi słowa - NIE WYSZŁO ;-(((
Doszłam tylko do 700 brzuszków, bo za bardzo obtarłam sobie tyłek przy robieniu non stop (głupia dupa ze mnie) i wogóle miałam oczy jak spodki, a pod nimi dwie ogromne śliwy, aż matka mi zwróciła uwagę. Wczoraj położyłam się spać o 20:00, bo myślałam, że zemdleję.

A dzisiaj? Matka już na 100% uważa, że będę miała jakąś anoreksję czy anemię i wpycha żarcie jak się da (buuuu... ;(( ). Bilansik:
2 jabłka - 200 kcal
marchewka - 30 kcal
jogurt - 150 kcal
inne (cherbata, sok itd.) - 100 kcal
(i zaraz będzie zupa) - 200 kcal

Razem: 680 kcal ;-/

Tak sobie... powinnam jeść do 500 kcal, ale teraz przy rodzicielce to ciężko będzie. Fakt - schudłam, ale nie będzie mi ona wmawiać, że jestem jakąś chudzinką. Waga wacha się przy 60 kg. Tak bardzo bym chciała zejść poniżej... narazie cel I się wacha - poczekam do końca tygodnia. Jak narazie nie mogę robić brzuszków, bo dupa mnie boli, a w moim pokoju dywan jest jak papier ścierny ;(, a mogłabym je robić cały czas, gdyby nie to. Jak narazie zrobiłam 50 brzuszków, 100 przysiadów i kilka innych ćwiczeń na nogi. Tydzień minął i niestety muszę dziś wracać do szkoły (na 14:00), hehe ciekawe czy ktoś zauważy, że schudłam troszkę xP. 

Kurwa! Jest dopiero 11:30 i matka mi napierdala, żebym JUŻ wzieła zupę, zaraz się rozpłaczę ;O, ;-(, jeszcze do tego komputer muli. Chyba mu zaraz zajebię!!
No nic... trzymajcie za mnie kciuki :**

Dzięki Wam za miłe i motywujące komentarze :-)
 Nad takimi nogami to ja jeszcze muszę
dużo popracować :(
Wow... 2007-04-10

Szkoda gadać... tyle się działo, że cała notka miałaby metr długości ;-P
Wczoraj rodzinka się zjechała. Siostry cioteczne patrzyły na mnie z zazdrością, bo chuda. A ja wcale nie taka chudzinka hehe, po prostu dobrze tuszuję swoje niedoskonałości. Dzisiaj stoję na wadze i niedowiary - 60 kg. Coś tu nie gra ;-p. A może i... wczorajszą noc przetańczyłam z kuzynką i poszło kilka kcal, a dzisiaj matka do mnie: "Chudniesz w oczach", chwila moment... słyszałam to na jakimś innym blogu xD. Wszystkie matki są takie same. Dzisiaj było tussi i dostałam kopa - zrobiłam 400 brzuszków, o 16:00 wezmę 2 kolejne tabletki z kawką i dojdę do 1200 brzuszków ^.^. Kurde tyle, że dzisiaj wypiłam jeszcze do tego 2 energy drinki i chyba zaraz wybuchnę energią! Zaraz będzie kawa no no... Troszkę to niezdrowe, ale stosuję tussi tylko do tej niedzieli, nie martwcie się ;] Dobra lecę poćwiczyć

Pozdrawiam Was motylki :** 

 Już niedługo nie będę Ci zazdrościć!

Oczywiście, oczywiście, oczywiście... 2007-04-09
Musiałam się wczoraj oczywiście nażreć ;-///, a było przecież wyjście. Nie wyszło, trudno... nie umrę będę po prostu grubsza, ale powiem Wam, że nie jestem zrozpaczona. Wiem, że dzisiaj było lepiej i, że pojutrze i po pojutrze będzie dobrze - to mnie motywuje do dalszej pracy. Jestem kim jestem - ciało to nie wszystko, nawet jeśli będę obtłuszczona to nie jestem pozbawiona zalet. Nikt przecież nie powiedział, że droga do perfekcji jest prosta i trwa 2 dni.

(A teraz nieco krytyki)
No więc wczoraj napewno doszłam do 3000 kcal (k*rwa m*ć! Gruba świnio jak mogłaś?! Ty tłusty wieprzu!). Dzisiaj jak narazie zjadłam tylko sałatkę i wypiłam trochę multiwitaminy (ok., może nawet niecałe 200 kcal) i więcej nie mam zamiaru jeść. Znowu musiałam zabierać 2 kanapki do pokoju i chować do torebki ;-/ przed matką. A teraz dietka i cele:
Ponedziałek do Środy:
200 kcal
Czwartek do Niedzieli:
500 kcal

Ćwiczenia:
100 przysiadów
10 min. - ćwiczenia rozciągające
20 min. - inne ćwiczenia
200 brzuszków (zależy od kalorii, jeżeli zjadłam 500 kcal to robię 500 brzuszków itd.)

... i napewno pod koniec tygodnia będę ważyła 60 kg. Wczoraj jak weszłam na wagę, to myślałam, że dostanę zawału - 64 kg! Dzisiaj bałam się wejść na nią spowrotem. Bo jak tak może być? W sobotę niecałe 62 kg, a już w niedzielę 64?! Śmieszne. Jutro muszę kupić tussi, powiem szczerze, że mam na nią chcice. Ponoć takie 2 tabletki z rana i wieczorem sprawiają, że nie czujesz głodu, a jak popijesz je kawą to dadzą ci mega kopa, powera do ćwiczeń! Shiiiitt... czemu wogóle istnieje lany poniedziałek? Gdyby nie to, mogłabym polecieć do apteki po te tabletki i już dzisiaj nic nie jeść i ćwiczyć cały dzień.
No cóż... jak narazie to nawet nie czuję głodu - na swoje szczęście! Dzisiaj lany poniedziałek i nikt mnie nie oblał (ha! kto by śmiał, odrazu bym pogryzła xP). Chciałabym podziękować 3 osobom za to, że mnie wspierają: Agę ( http://chce-byc-idealna.blog.onet.pl ), drugą Agę ;-) mojego motylka( http://krokdocelu.blog.interia.pl/ ) i Olcię (http://www.ola1303.blog.interia.pl/ )

Pozdrawiam Was motylki :* i dziękuję za miłe komentarze.
 Śliczna figura. Najpiękniejsze ma nogi...
Pierwsza nocia 2007-04-08
Co? Pytacie czemu blog pt. Tluscioszka? Nie byłoby takiej nazwy, gdyby nie moje tłuste boki, odstający brzuch i grubaśne uda. 
Będę tutaj pisać o swoich wzlotach i upadkach oraz o walce z wagą. Szczerze mówiąc już walczę cały rok, ale był to koszmar. Dieta składająca się z białego chleba i ciągłe napady głodu stworzyły ze mnie jednym słowem - Tłuściocha!
Wczoraj była udana głodóweczka i dzisiaj miałam zamiar ją pociągnąć, a w poniedziałek zaczęłabym dietę pt. "500 kcal", ale oczywiście nie :-/ trzeba było zeżreć świąteczne śniadanie ;-((
No cóż... Życzę wszystkim wesołych świąt Wielkanocnych.


Wesołego królika,
Co po stole bryka,
Spokoju świętego
I czasu wolnego,
Życia zabawnego
W jaja bogatego
I w ogóle kurde-
Wszystkiego najlepszego!

Malutki baranek ma złote różki,
Pilnuje pisanek na trawie z rzeżuszki.
Gdy nikt nie widzi, chorągiewką buja
I beczy cichutko: Wesołego Alleluja!

Mazurków dwie tony, jajek jak balony, kiełbasy wędzonej, dużo chrzanu do niej, słońca wiosennego, uśmiechu promiennego, wesołego zająca co śmieje się bez końca, szczerbatego barana, co beczy od rana oraz mokrego ubrania w dzień polewania.

Miałam zamiar wrzucić jakąś ładną focię z kurczaczkiem, ale nie mogę :-/, bo na kompie mam 3 trojany i nawet jpg. mi zlikwidowali.

Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
2428
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
124
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
7
O mnie
Tluscioszka
Słówko o mnie
Zobacz mój profil

Motywacje:


















Zobacz serwisy INTERIA.PL